niedziela, 2 listopada 2014

Charter One: When The Day Met The Night.

Siedziałam spokojnie w Central Parku, na jednej z licznych ławek. I w teorii, nie byłoby w tym nic dziwnego ani nadzwyczajnego. Jednakże, dzisiejszego dnia, ulubiony przeze mnie widok został przesłonięty przez ogrodzenie. Kręcono tam właśnie sceny do jakiegoś filmu. Nie interesowało mnie to, jaki gatunek będzie reprezentować lub, kto w nim gra. Nie po to zaszyłam się w jedynym zielonym miejscu Nowego Jorku. W mojej kryjówce, która była dostępna dla wszystkich. Przypominała mi dom. Parki Franklin późną jesienią, ciche ulice niewielkiego miasta. Wolniej płynący czas…
Kim jestem? Nazywam się Natalie Watson. Jestem w połowie Amerykanką. Urodziłam się w Nashville, w stanie Tennessee. Mam 21 lat i od pięciu lat żyję w Nowym Jorku. To wtedy miał miejsce wypadek, o którym miałam zamiar kiedyś zapomnieć. Wypadek, który zmienił moje życie w koszmar. Miałam niespełna 16 lat, gdy w wyniku tak zwanego nieszczęśliwego wypadku straciłam rodziców. Podczas powrotu do Franklin, niewielkiego miasteczka niedaleko Nashville byli jednymi z wielu ofiar zimowego karambolu. W tym czasie siedziałam spokojnie w swoim pokoju pod stertą koców z fatalnie rokującym przeziębieniem. Wiadomość o tym przekazali mi dziadkowie – rodzice mojego ojca, jedyni których miałam okazję poznać. Nie chciałam mieszkać blisko miejsca śmierci swoich rodziców, stąd pomysł, by wyprowadzić się do Nowego Jorku. Mieszkała tam siostra mojego taty – Megan. Była mi bliska, jednak nie czułam się na siłach, by z kimś dzielić swoje życie. Dzięki funduszowi, który dostał mi się w spadku, kupiliśmy niewielkie mieszkanie w pobliżu Central Parku. To tu ukończyłam szkołę i podjęłam studia. Byłam na 3 roku studiów prawniczych na Uniwersytecie Columbia. Weekendowo pracowałam w kawiarni nieopodal uczelni, a teraz, w czasie letnich wakacji, przeszłam na tryb pełnoetatowy. Dzisiejszą zmianę w pracy zaczynałam późnym popołudniem, co oznaczało, że cały ranek mogłam spokojnie spędzić w parku, przyglądając się ludziom i otoczeniu. Niestety, mój spokój zakłócił wysoki mężczyzna, stojący tuż przede mną.
- Czy jest Pani świadoma, że nie powinna się Pani tutaj znajdować? Nie widziała Pani ogłoszenia? – spytał, jednocześnie wskazując na kartki poprzyczepiane na drzewach w obrębie dwustu metrów. Fakt, nie czytałam tych ogłoszeń, bo najzwyczajniej w świecie ich nie zauważyłam. Skierowałam wzrok w kierunku, w którym wskazywał ochroniarz.
- Przepraszam, nie zauważyłam, oczywiście, że nie powinnam w tym wypadku się tu znajdować – odpowiedziałam. – Już się stąd zabieram – zgarnęłam swoje rzeczy i z lekkim uśmiechem oddaliłam się od mojej świątyni spokoju. Nadciągała godzina pracy, także skierowałam się ku Orchard Street, gdzie znajdowała się kawiarnia „Simon’s Dream”. To tam miałam przyjemność spędzać osiem do dziesięciu godzin pracy. Gdy tylko przekroczyłam próg kawiarni, poczułam aromat parzonej kawy. Zza kontuaru wychylała się Kate, jedna z niewielu osób, z którą utrzymywałam przyjazne stosunki. Posłałam jej zadowolony uśmiech i udałam się na zaplecze, by przygotować się do pracowitego dnia.
- No i jak się ma nasza przyszła Pani Prawnik? – usłyszałam, wychodząc ku niej. Wzruszyłam ramionami.
-Tak samo jak zawsze, z tą różnicą, że muszę w końcu zacząć przykładać się do prawa międzynarodowego – odparłam ze śmiechem. Kate uwielbiała stroić sobie żarty z tego, jak poważnie traktuję swoje studia. Tą jakże miło zapowiadającą się konwersację przerwał śmiech wchodzącej grupy. Składała się z 4 osób. Usłyszałam gwałtowny wdech Kate.
- Co jest, znasz tych ludzi? – spytałam, zerkając jednocześnie na grupę, która wybrała stoliki w moim „rewirze”.
- Nat, czy ty serio nie oglądać telewizji, że nie wiesz, co to za ludzie? –odparła szczerze zdumiona. Spojrzałam na nią i zaprzeczyłam. Szczerze mówiąc, wolałam spędzić wieczór przy dobrej książce i cicho puszczonej muzyce…
- W takim razie uświadomisz mnie, kim są nasi goście, ale dopiero wtedy, gdy wyjdą. – odparłam i podeszłam do roześmianego stolika. Roześmiani, zauważyli, że nadchodzę. Były to dwie dziewczyny, wysoka blondynka i nieco niższa brunetka. Towarzyszyło im dwoje mężczyzn. Jeden z nich, chudy z ironicznym uśmiechem czającym się na twarzy oraz wyższy od niego długowłosy, niesamowicie umięśniony. Pierwszy wyraźnie był rozbawiony, podczas gdy drugi wyglądał na nieco zażenowanego.
- No, Danila, nie pomyślałem, że taki z ciebie skromniacha – odrzekł roześmiany. Podeszłam do stolika z zamiarem przyjęcia zamówienia. Chłopak, do którego patykowaty chłopak się zwracał, potraktował moje nadejście jak wybawienie.
- Witamy w Simon’s Dream, czy mogę przyjąć zamówienie? – spytałam z uśmiechem. Dziewczyny złożyły swoje zamówienia, po czym przyszła kolej na panów. Ironiczny chłopak szturchnął swojego kolegę.
- Danila raczej kawy nie pije, polecam konsultację – zażartował z przyjaciela. Spojrzałam na niego przelotnie. Taki mięśniak nie toleruje kofeiny? Cóż, trzeba coś na to poradzić.
- Żaden problem, zaraz przyniosę Panu kartę napoi bezkofeinowych – uśmiechnęłam się lekko do długowłosego. Odpowiedział przepraszającym uśmiechem.
- Nie chciałbym sprawiać problemu – odparł cicho najgłębszym głosem, jaki dany mi było usłyszeć. Zamarłam na moment, potem spojrzałam w jego stronę.
- To żaden problem, jak już mówiłam. Państwa zamówienie za chwilę będzie gotowe, a Panu za chwileczkę przyniosę kartę – odpowiedziałam i ruszyłam ku barowi. Kate zniknęła na zapleczu, uśmiechając się jak głupia. Pokręciłam tylko głową i zaczęłam szukać karty napoi bezkofeinowych. Pochylałam się właśnie nad kartonem z kartami, gdy usłyszałam ciche chrząknięcie nad blatem. Natychmiastowo wstałam i zamarłam.
- Może chciałabyś się dosiąść? – spytał z wahaniem wysoki brunet. Cóż, chyba nie mówił poważnie. Osoba tego formatu, dodatkowo poznana niespełna 10 minut wcześniej, proponuje obcej kelnerce, by przysiadła się do jego stolika? Bardziej niż niemożliwe.
- Cóż, po pierwsze, myślę, że Pana koledzy raczej nie byliby zadowoleni, a po drugie, nie mogę dosiadać się do kogokolwiek w trakcie godzin pracy – odpowiedziałam z uśmiechem. Przytaknął i ze smutnym uśmiechem odwrócił się ku swoim towarzyszom. Usłyszałam jego ciche westchnienie. Podałam mu kartę i odwróciłam się, by móc rozpocząć realizację zamówienia. Gdy kończyłam przygotowywać trzeci napój, usłyszałam, jak karta zostaje odłożona na blat kontuaru. Odwróciłam się.
- Tak? Już Pan zadecydował? – posłałam mu zaciekawione spojrzenie, ukosem spoglądając na leżącą przed nim kartę.
- Zdaję się na Panią. Nie mam pojęcia, co wybrać – odparł nieco zrezygnowany. Sięgnęłam po kartę.
- Proszę się nie martwić, przygotuję Panu coś, co zapamięta pan, co najmniej do końca swojego pobytu w Nowym Jorku – uśmiechnęłam się lekko. – Proszę dołączyć do znajomych, za chwileczkę podam zamówienie – ponownie odwróciłam się ku ekspresom. Dwie minuty później kroczyłam dumnie dzierżąc pełną tacę.
- Proszę, oto Państwa zamówienie – uśmiechnęłam się i podałam napoje.
- Pokaż no, Danila, co dobrego tam masz – brunetka pochyliła się w stronę bruneta, zaciągając się zapachem unoszącym się znad jego filiżanki. –To jest cudne! – odparła ze zdziwieniem. Kątem oka zauważyłam, że brunet się cicho śmieje. Odwróciłam się i powolnym krokiem wróciłam za kontuar.
- No, no, no, komuś wpadł w oko klient – zaśpiewała pod nosem Kate. Zaśmiałam się i pokręciłam z niedowierzaniem głową.
- Za bardzo ponosi Cię wyobraźnia – odpowiedziałam i ruszyłam w stronę zaplecza, by móc uzupełnić braki na sali. Cukierniczki niestety same się nie napełnią. Dodatkowo pouzupełniałam serwetki na każdym ze stolików. Niezbyt komfortową sprawą był fakt, że czułam na sobie wzrok czterech osób. I to nie byle kogo. Troje z nich przyglądało mi się z ciekawością, jednocześnie zerkając z rozbawieniem na swojego towarzysza, który rzucał mi przepraszające spojrzenie. Uśmiechnęłam się lekko do siebie i wróciłam do tego, co musiałam zrobić. Po pół godzinie, gdy porządkowałam kontuar, cała czwórka podeszła, by uregulować rachunek.
- Dzięki za wspaniałą kawę. I z góry przepraszamy za tego tu – niższa dziewczyna wskazała palcem na bruneta – że się tak mało odzywał – cała trójka wybuchnęła śmiechem, natomiast brązowooki gigant z zakłopotaniem odwrócił wzrok.
- W porządku. Cieszę się, że mogliśmy Państwa tutaj gościć – uśmiechnęłam się do nich promiennie.
- Czuję, że będziemy tu częściej zaglądać – odezwała się blondynka – A w szczególności Danila – uśmiechnęła się szeroko. Brunetka roześmiała się cicho, przez co została spiorunowana wzrokiem przez giganta. Ku zaskoczeniu wszystkich odezwał się chłopak z heterochromią.
- Dobra, dziewczęta, zejdźcie z naszego wielkoluda, bo gotów będzie wziąć tygodniowy urlop, by zaszyć się w Rosji – uśmiechnął się i odstawił koszyk z rachunkiem na blat. Chwycił pod ręce obie dziewczyny i skierował się do wyjścia.
- Przepraszam za nich, na siłę próbują… -zaczął brunet.
- Spokojnie, nie pierwszy, nie ostatni raz coś takiego miało tu miejsce – odparłam ze spokojem. Podniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy.
- Cóż, co do jednej sprawy, mięli rację – powiedział cicho.
- Jakiej? – spytałam, nie zwracając uwagi na otoczenie i to, co dzieje się w lokalu.

- Że będę tu często wracać – odpowiedział i wyszedł doganiając swoich przyjaciół.


**************************************
Ponoć pierwsze rozdziały to wyzwanie. Ale mam nadzieję, że nie skończę szybko z tą historią. 
Share, comment and enjoy (serio, liczę mocno na Wasze opinie!!)

Prologue

Czas biegnie. Czasem chciałoby się go zatrzymać. Byleby trwać....


- Wiesz, że cię kocham, prawda? - spytała cichym głosem, siedząc na ławce w Central Parku.
- Jesteś jedyną, dzięki której widzę prawdziwy świat - odpowiedział szeptem.


Jak wiele jesteśmy w stanie poświęcić miłości?



******
Krótko, zwięźle i może niekoniecznie na temat, ale jest, najkrótszy prolog, jaki dane mi było napisać. Mam nadzieję, że to opowiadanie nie skończy jak parę ostatnich...